Artykuł z Gazety Polskiej z dnia 18.11.2009

      Jak nowo narodzeni
Na irlandzkiej ziemi pojawił się na długo przed wielką emigracją – już w 1993 roku. Przyjechał tu z wizją – najpierw popracuje gdziekolwiek, potem w pracowni witrażowniczej, a następnie otworzy własny interes. Jak mówi, oczy otwierały mu się ze zdziwienia, gdy wypełniały się kolejne punkty ambitnego planu. A potem dokonał czegoś więcej: koordynował założenie polskiego kościoła chrześcijańskiego w Dublinie. Rozmawiam z pełniącym obowiązki pastora do czasu ustanowienia pastora, Piotrem Gliściakiem (40 lat).
2079042568
Aneta KUBAS: W latach 90-tych Polacy niewiele wiedzieli o Irlandii, a na pewno nie kojarzyła się ona z celem wyjazdów zarobkowych. Jak tutaj trafiłeś?
Piotr GLIŚCIAK: To proste: mój kolega tutaj pracował i przyjechałem do niego. I dobrze trafiłem, bo Irlandia to raj dla witrażystów, a ja chciałem z tym zawodem związać swoją przyszłość. Skończyłem liceum plastyczne, specjalność metaloplastyka. Zamiłowanie do rękodzieła wyniosłem z domu – tato był złotnikiem (trochę u niego pracowałem), a dziadek szklarzem. Na Podkarpaciu, skąd pochodzę, nie ma wielkiego popytu na witraże, dlatego chciałem spróbować za granicą. W międzyczasie ukończyłem jeszcze Warszawskie Seminarium Teologiczne Wyznania Zielonoświątkowego.
A.K.: Zostałeś wychowany w wierze protestanckiej, czy zmieniłeś wyznanie jako dorosły człowiek, bo rozczarowałeś się do katolicyzmu?
P.G.: Wychowałem się w katolickiej rodzinie, w której wiara nie była żywa. Powtarzałem schematy, obrzędy, które mi wpojono, jednak bez głębszego zrozumienia. Jako dorosły mężczyzna nawróciłem się do Jezusa Chrystusa i stało się to w Kościele katolickim. W pewnym momencie życia usłyszałem zwiastowaną ewangelię i dotarło do mnie, że Jezus Chrystus umarł za mnie na krzyżu. To zupełnie odmieniło moje życie. Oddałem się w pełni Jezusowi, stałem się prawdziwym chrześcijaninem. Później zetknąłem się z Kościołem Zielonoświątkowym i ich sposób przeżywania wiary w pełni do mnie dotarł. Co nie znaczy, że mam cokolwiek przeciwko katolicyzmowi. Przeciwnie, w pełni uznaję autorytet tego kościoła i zgadzam się z głównym credo Nicejsko-Konstantynopolitańskiego wyznania wiary.
A.K.: Kim według ciebie jest chrześcijanin?
P.G.: Mówiąc najkrócej, to ktoś, kto na nowo narodził się w Jezusie Chrystusie tzn upamiętał się ze swoich grzechów i odwrócił sie od nich przeżywając nawrócenie. Dalej to ktoś kto pokochał Jezusa całym swoim sercem, oddał mu swoje życie i naśladuje go.
A.K.: Jak doszło do tego, że poczułeś w sobie moc, by założyć społeczność chrześcijańską dla Polaków w Dublinie?
P.G.: Od początku pobytu w Irlandii prowadziliśmy z żoną, Bożenką, dom otwarty. Nie wynajmowaliśmy, jak wielu Polaków, jednego pokoju we wspólnym domu, lecz całe nieruchomości, aby móc zapraszać pod nasz dach więcej osób. U nas odbywały się sylwestry, święta, tak już się utarło, że do nas można zawsze zajrzeć i być mile widzianym. Uczestniczyliśmy w nabożeństwach w kościołach irlandzkich – St. Mark’s i Greystone, tam gdzie tworzyły się polskie grupki. Kto czuł taką potrzebę organizował spotkania w domu, poza nabożeństwami. I u nas spotykali się rodacy, wielu z nich, ze względu na słaby angielski, niewiele wynosiło ze spotkań w kościele, razem mogliśmy pogłębiać przeżywanie wiary. Spotkania odbywały się regularnie, wiedzieliśmy, że w ludziach jest taka potrzeba. I powoli zaczęliśmy dojrzewać do decyzji o założeniu kościoła ewangelicznego. I wreszcie, 5 kwietnia bieżącego roku, uczyniliśmy ten krok, wraz z grupką przyjaciół. Na razie spotykamy się u nas w domu, grupą do 20 osób.
A.K.: Czy wasza działalność jest zalegalizowana?
P.G.: Tak, funkcjonujemy pod auspicjami Assemblies of God, do którego należy Kościół Zielonoświątkowy w Polsce. Dwa miesiące temu uzyskaliśmy mandat do sprawowania Wieczerzy Pańskiej. Obecnie jestem w trakcie wypełniania deklaracji na stanowisko pastora; do czasu ustanowienia pełnię urząd tymczasowo. Po zatwierdzeniu mojej kandydatury zostanę duchownym na okresie próbnym, który potrwa od roku do 3 lat. Nasza działalność jest także zarejestrowana w irlandzkim Central Registration Office. Działamy więc w pełni legalnie. Szanujemy artorytety duchowe kościołów i instytucji kościelnych oraz autorytety administracyjne.
A.K.: Czy jako pastor będziesz nadal pracował w zawodzie witrażysty?
P.G.: Taki jest mój plan i wierzę, że dopóki społeczność nie rozrośnie się do, powiedzmy, dwustu osób, uda mi się te dwie rzeczy połączyć. Chciałbym być pastorem pracującym, który daje świadectwo innym własnym życiem. Wierzę, że uda mi się, dzięki pomocy ludzi, którzy bardzo angażują się w działanie naszej grupy. Nie wszystko robię sam, pojawiły się u nas już zalążki służb – dwie osoby gotują (w każdą niedzielę spożywamy wspólny obiad), ktoś zajmuje się obsługą rzutnika, inny opiekuje się biblioteczką…
A.K.: Kto uczęszcza na wasze społeczności? Czego poszukują te osoby?
P.G.: Hm, bardzo dobre pytanie… Na pewno są to osoby, które szukają Boga. My nie ściągamy nikogo na siłę, przychodzi ten, kto ma wyraźną potrzebę. Są to ci, którzy czują pustkę, niepokój w sercu, samotność i uważają, że Bóg może ją zapełnić. Zawsze podkreślam, że to są spotkania organizowane w konkretnym celu, albo jest to nabożeństwo, lub spotkania modlitewne, albo studium biblijne – nie wieczorki towarzyskie. Nie jesteśmy zainteresowani czczym spędzaniem czasu. Informacje na temat naszych spotkań można znaleźć na stronie: www.polskikosciol.ie